czwartek, 4 października 2012

Ostatnia niedziela !

Poznań , tam się wychowałem .Jedna babcia na dolnym Łazarzu ,a druga na górnym .
Wakacje na arenie .
Poznań maraton czyli normalnie mam fefry .
Im bliżej tym gorzej . Świadomość nie wykonania planu mnie dobija .
Nic w życiu nie przybiegłem powyżej 22 kaemów . Jak ma nagle zrobić 42 ???

W tv leciał program o maratonie w Bostonie , ludzie strasznie to przeżywają .
Wiadomo .
Też przeżywam , zaplanowałem sobie wolne w pracy na nastEpny dzień . Chyba się upije jak ukończe , zresztą jak nie to też coś chlapne . Trzymam się planu .

Czemu tak się martwię? Pogodą ?Wiatrem ? Że sie obale podrodze ?
W końcu miasto rodzinne , nie raz leżałem .
Wiatr będzie najgorszy , a jak jeszcze mrzawka to ja dziękuję . I co w ortalionie mam biec , w worku jakimś?

Chcę aby wszystkie wątpliwości minęły w następną niedzielę , że będzie ładnie że słoneczko mi zaświeci ,
że mnie nic nie będzie boleć, że niczego nie zapomnę , że fizycznie dam radę i głowa nie zawiedzie, że fantazja będzie poskromiona, żadnych obtarć i kamieni w bucie,to ma być święto , moje święto , mój dzień i moje pierwsze 42km !

Później , pamiętaj Katorżnik , Rzeźnik, Kaliska Setka , Mont Blanc, K2, London Maraton ,New York Maraton , Sahara Maraton , North Pole Maraton, Czomolungma  aaa i II Majówka Biegowa w Rakowni .


 Pamiętam ten napis :
ZAKAZ WCHODZENIA NA PRZYPORY

Przecież tego nikt nie przestrzegał i szkoda że już nie ma Energetyka :(