wtorek, 25 września 2012

Klasa światowa, czyli jestem zajebisty !

Myśleć pozytywnie.
Dzień wcześniej było Tomasza .
Kurde jakie poświęcenie , rano przecież jadę .
Zimno jak diabli , ale nie pada , chociaż coś .
Jedziemy we dwoje , ja i Romek . Romek jest gaduła , dużo mówi , ale dobrze że na temat ,droga się nie dłuży . Po drodze Jastrzebsko . Jakie piękne lasy . Słychać jak grzyby rosną .
U siebie jak biegam teraz to ni w ząb nie mogę się skupić . Wszędzie grzyby widzę i te treningi to raczej wypoczynek na świeżym powietrzu niż bieganie .

Wiem że kilometraż w nogach mały , ale Romek mówi żeby pociągnąć , że do maratonu jeszcze trzy tygodnie, że się zregeneruję .
Dobrze , zgoda, ładna pogoda, chłodno , sprzyja.
A tak chciałem wypróbować nowy zegarek co od siostry dostałem , taki z interwałami .
Ustawiłem go sobie na 4 min biegu i minuta przerwy . '
Nic z tego , po starcie włączyłem wszystko , ale pieprzyć to  , biegnę .

Trochę mnie strach obleciał przy pierwszym wodopoju . Czułem się bardzo dobrze , wręcz za dobrze .
Zrobiłem sobie dwie przerwy , bardziej ze strachu że padnę później niż z tego że musiałem .
Na czas wcale nie patrzyłem . Kilometry mijały mi bardzo szybko , czułem że zapierdzielam .

Odważyłem się spojrzeć na czas na 10 km . OMG 56 min !!!

Uwolniły się endorfiny ,normalnie to czułem .
We Wsi Zbąskiej trochę dostałem po dupie na górkach , ale dalej było gładko i lekko w dół .
Po 15 km zaczęła się szarpanina. Pomału opadałem z sił. Zabrałem do Zbąszynia żel , aby wypróbować przed maratonem , ale idiota zostawił go w plecaku na mecie . . .

Ostatnia prosta myslałem że się nie skończy .

Wpadłem z wynikiem 2:02:02 na metę!!!


Poprawiłem się o 13 minut , ładny progres , co?
Teraz jak siedzę i piszę to wiem że dałbym radę jeszcze szybciej !

Nie planuję już w tym roku połówek , chciałem przebiec maraton i dać sobie spokój,
Ale znowu Romek , Romek namawia na Kościan .