poniedziałek, 6 stycznia 2014

las i ja i zima której ni ma

dziwnie dzisiaj było w lesie , jakoś tak nie styczniowo , wyszedłem z domu o 11 z myślą zrobienia może z 15 km , po sylwestrowej lambadzie noga mnie strasznie bolała i dopiero co mnie puściło
nie byłem pewny tempa , oddechu , niczego
pierwsze kilometry w Nowym Roku , były nadzwyczaj przyjemne , dobrze się obrałem , nie za ciepło ,
wziąłem ze sobą wodę , tak na wszelki wypadek
słoneczko przyjemnie grzało a mi kilometry uciekały , w słuchawkach Glaca wykrzykiwiał swoje teksty i biegłem i biegłem .
po 8 km zdecydowałem że skoro jest tak dobrze , to dlaczego to kończyć , wybrałem trasę 20 km .....
niesamowite jest jak się biegnie taką leśną drogą , drzewa kłaniają się po obu stronach , słonko świeci a z piasku unosi się para ....
spotkałem myśliwego , tatę z dziećmi na rowerach i oczywiście rowerzystów górskich czy trialowych

myśli krążyły mi wkoło dwóch rzeczy
pierwsza - bieg Rzeźnika
druga - czy obrona pracy mag nie będzie kolidowała z biegiem

Znalazłem partnera na bieg (w Rzeźniku biegnie się parami ) , z tego co się orientuję niepoprawny marzyciel jak ja .kurczę myśli się potem by gościa nie zawieść , wiadomo że wiem na co mnie stać ale takie bieganie w Bieszczadach to inna bajka , trochę się trzeba przygotować , dieta , siłownia , wybiegania
nie ma lipy

no im się nie spostrzegłem , bieg kończyłem już z Florence , z 20 km w nogach i muszę przyznać że już miałem dosyć , głodny się zrobiłem jak wilk , będzie trzeba zabierać ze sobę jakieś batony

dzisiaj czytałem prognozę , podobno kończą się ciepłe dni , jaszcze może trochę deszczyk popada , i przyjdzie mróz , lubię zimę , ale taką śnieżną i mroźną , anie chlapę , błoto i cholera wie co jeszcze

muszę mieć plan