piątek, 4 kwietnia 2014

powrót do żywych - w końcu

Za trzy tygodnie jadę do Szczawnicy .
Wymyśliłem sobie w tej mojej głowie że Szczawnica ma być sprawdzianem przed Rzeźnikiem .
Wszystko niby dobrze tylko że , jestem bez treningu prawie trzy  tygodnie .
Nie wiem czy jest jakikolwiek sens tłumaczyć się z tego , myślę że stało się jak się stało .
Biegałem sporo jak na moje możliwości w końcu już nie mogłem słuchać jak mi stawy strzelają w czasie gramolenia się po schodach do sypialni . Ogóle przemęczenie , brak snu i nadchodząca wiosna spowodowały o zapadnięciu decyzji i zarzucenia biegania na najbliższy  tydzień . Gdy tydzień miał się ku końcowi nastąpila awaria zęba . Niestety nic nie dało się zrobić . Skończyło się wyrwaniem i porządną dziurą . Ząb był u góry nie w żuchwie i jak próbowałem po kolejnych trzech dniach biegać to zdrowo mnie łupało jeszcze . Po zębie przyszła infekcja zatok i antybiotyk . ręce opadają i beczeć się chce .
Nie zważają na przeciwieństwa losu wyruszyłem z domu w zeszła niedzielę . Niestety wróciłem po 300 metrach z powodu obolałego dziąsła . W środę zrobiłem dychę , z zatkanym nosem i bolącymi zatokami .
Po pięciu kilometrach nos się odetkał i w sumie było bardzo dobrze . biegłem z sąsiadem więc tempo było rekraacyjne . Dostałem ostatnio od Kargola książkę o medytacji w bieganiu czy coś takiego , własciwa pozycja itp .
Biegłem rozmyslałem próbowałem stosować się do zaleceń w książce biec wyprostowanym , lekko pochylonym , zgrabne koła kręciłem łokciami i stopy do góry . Ładnie i swobodnie mi się biegło .
oddech równy i spokojny . I co z tego jak sąsiadowi cukier spadł w połowie trasy i więcej szliśmy jak biegliśmy , nie mogłem go zostawić samego w lesie z rozładowaną czołówką .

I jak to będzie z tą Szczawnicą ?
jeszcze trzy tygodnie , baza jest , byle tego nie zmarnować