poniedziałek, 1 kwietnia 2013

Róża Wiatrów 2013 BnO

Pierwszy raz i nie ostatni . Mistrzostwo świata . Bieganie na orientację .
Nie szukałem daleko, Koziegłowy ,Róża Wiatrów.

Jak miło , paru ludków, kameralniej się nie da.
Z racji że pierwszy raz dystans niezbyt okazały z założenia 25.km .
Poszukałem stary kompas produkcji radzieckiej, koc termiczny , butelkę wody, marsa i skibkę chleba.

Wiedziałem że nie będzie lekko , w lesie masa śniegu i to tego najgorszego, najcięższego.
Lubię mapy, zawsze za dzieciaka uwielbiałem przeglądać atlas, nie wiedziałem jak będzie czy się nie pogubię, w harcerzach nie byłem ale dużo w rajdach chodziłem za młodego . Pamiętać zapewne książeczki PTTK gdzie wpisywało się kilometry ? Póżniej była szansa na odznakę kolejno złotą, srebrną i brązową .


Nie mogłem dospać i na  miejscu byłem już o 7:30 a bieg był o 9:00....
Wypełniłem oświadczenie , później krótka odprawa i w drogę .
Zacząłem szybko pierwszy punkt był stosunkowo prosty bo na płocie w miasteczku .
Następnie obrałem azymut na szagę i na Dziewiczą Górę . Tam już nie było tak łatwo , śniegu było pod łydkę i zaraz mi się zrobiło mokro w butach . Pokręciłem się tam i bezproblemu odszukałem kolejne cztery punkty. W tej cześci rajdu kożystałem z mapy bardziej dokładnej skala 1:10000
I to mnie zgubiło przy kolejnym punkcie .Za daleko pobiegłem . Nie bardzo było się kogo spytać i zacząłem szukać pomocy w multimediach . Właczyłem endomondo , chciałem poszukac jakiejś mapy , ale niestety .
Trzeba było wrócić. Straciłem może z 600 m .Kolejne dwa punkty OK . I znów za daleko pobiegłem .
Tu  już dałem ciała i rozpędziłem się o dobry kilometr.

Dalsze punkty poprzedzone były długą przebieszką . Biegłem i biegłem i wkoncu przeszedłem w marsz. całkowicie opadłem z sił, sniegu yło co nie miara , nogi mi strzasznie grzęzły no i bieganie po górze dało mi w kość . Dostałem sięna traktat poznański . Tam spotkałem pierwszego kolegę . Koleżka biegł na 50 km i muszę powiedzieć że miał lepszą mapę niż ja . Coprawdę nie mógł się odnaleśc w chwili kiedy go spotkałem bo wynurzył się z lasu centralnie na drogę i wcale mu się nie dziwię .
Biegliśmy dalej, ja zbliżałem się do najbardziej oddalonych punktów , on niestety jeszcze nie .
Pisałem że miał lepszą mapę bo miał . Moje dwa punkty były narysowane tak ni jak , on miał większą skalę mapy , były zaznaczone płoty i takie tam . O wiele łatwiej . Kolega w tym momencie nawigował i bardzo dobrze bo ja się nie mogłem odnaleść .
Pożegnaliśmy się . Ja wracałem a on pobiegł w kierunku Rakowni .
Spory kawałek drogi miałem przed sobą i mocno zgłodniałem . Biegłem już dobre trzy godziny (czas bardzo szybko płyną)w drodze . Zjadłem batona , niestety nie chciał się za bardzo rozpuszczać w ustach i popiłem lodowatą wodą . temperatura była około zera .

Dobiegłem do Klinów i tam czekała mnie długa prosta przez pola. Tam dopiero zmarzłem .Wiało jak diabli a ja już nie miałem siły biec bez przerwy . Znalazłem ostatni punkt i szpula do bazy .
Myslałem że nie dobiegnę .
Nie wiem ,nie pamietam ale dobiegłem w okolicach godziny 14 tej . oddałem kartę , dumny jak paw że zaliczyłem wszystkie punkty . Jak było miło jak usłyszałem że jestem czwarty !
A wydawało mi się że bedzie gorzej .

Odsapnąłem troszkę , wypiłem gorącą herbatę , zjadłem makaron i poczłapałem do auta po suche rzeczy.
Stopy miałem mokrusieńkie,ze skarpetek mozna było wodę wyciskać.

Posiedziałem , pogadałem z panem co właśnie setkę przebiegł , popatrzyłem na koronację najlepszych na dystansie 100 i 25 i do domciu .
Jedno niedomówienie zostało . Pan powiedział że dobiegłem czwarty a dyplom dostałem za zajęcie piątego miejsca. Ale i tak jestem dumny .